czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział II

Do mojego snu wdarł się nagle odgłos budzika. Z na wpół przymkniętymi oczami namacałem przycisk telefonu i wyłączyłem to piekielne urządzenie. Godzina równo 6:00. Zwlokłem się niechętnie z łóżka i podszedłem do kanapy.
- Kaaaaat! Czas wstawać!- krzyknąłem ale dziewczyna tylko obróciła się na drugi bok. Potrząsnąłem nią. zero rekcji.- Kat, nie każ mi się posuwać do ostateczności!
 Nic się nie stało. Westchnąłem i zacząłem tortury. Najpierw lekko połaskotałem ją na szyi. Pacnęła mnie ręką ale wciąż się nie obudziła. Zacząłem więc gwałtownie łaskotać ją po całym ciele. Natychmiast wyskoczyła z łóżka z głośnym piskiem.
- Już wstaje!- krzyknęła podnosząc ręce w obronnym geście.
- To super- wyszczerzyłem się- bo jestem głodny.
- Nie jestem twoją prywatną kucharką...- burknęła dziewczyna wlokąc się w stronę małej kuchni.
- Ale gotujesz o wiele lepiej ode mnie. Kładąc nacisk na wiele. No i lubisz to robić...- powiedziałem przymilnym tonem.
- No dobra lizusie. Masz szczęście.- powiedziała starając się aby jej głos brzmiał groźnie ale nie mogła powstrzymać uśmiechu.- Jajecznica? Tosty?
- Jajecznica.
  Pół godziny później jadłem jajecznicę w wykonaniu Kat przy naszym głównym stole do jadalni w wersji mini.
- Ale ty zmywasz- mruknęła dziewczyna zjadając ostatni kawałek z talerza i wkładając go do zlewu.- ja idę się ubrać i pościelić.
- Uch... no dobra. Mundurki są w szafie.- rzuciłem i zabrałem się za zmywanie. Kiedy skończyłem i wróciłem do pokoju moja siostra właśnie chowała koc i poduszkę i wyjmowała nasze nowe mundurki z szafy. Podała mi mój.
 Strój chłopięcy składał się z czarnych butów, czarnych (lekko obcisłych) spodni, szkarłatnej koszuli, czarnej marynarki z równie szkarłatnym emblematem szkoły (Litery St. R. pomiędzy dwoma anielskimi skrzydłami) wyszytym na lewej klapie i czarnego cienkiego krawata. Nie narzekałem. Ubrałem się szybko i przejrzałem w lustrze.
- Nieźle ci w tym Damon.- mruknęła moja siostra. No cóż... miała rację.Wszystko było szyte na miarę więc nie było ani za ciasne, ani za luźne. No i uwydatniało moje mięśnie nad którymi trochę pracowałem...
- Dzięki siostruś...- spojrzałem na nią i zaniemówiłem.
 Strój dziewczęcy składał się z czarnych balerinek i szkarłatnych pończoch kończących się tuż za kolanem. Do tego trochę obcisła czarna spódniczka do połowy uda i szkarłatna koszula wpuszczona w nią. Czarny cienki krawat i marynarka z emblematem. Wszystko na miarę. Wiem że raczej nie powinienem tego mówić bo jestem jej bratem, ale... wyglądała w tym naprawdę sexy.
- Łał...- mruknąłem a ona popatrzyła na mnie błagalnym wzrokiem.
- Błagam, powiedz że nie rzucam się w oczy.
- Przykro mi Kat. Ale nie martw się. Każdy chłopak który na ciebie spojrzy będzie miał do czynienia ze mną.
- Dużo mi to da...-westchnęła po czym zerknęła na zegarek.- Już 7:20. Pora się zbierać.- wzięła czarną torbę ze swoimi książkami. Ja wziąłem swoją, szkarłatną. Wyszliśmy z mieszkania i Kat zamknęła drzwi.
- Gotowa na nowe życie?- zapytałem. Dziewczyna wzięła głęboki oddech.
- Jasne, jeśli tylko będziesz ze mną.

***

 Do szkoły mieliśmy jakieś pół godziny drogi marszem, przez "cudowną"  londyńską pogodę. Plus był taki że dzisiaj nie padało. Prawdę mówiąc było nawet ciepło. Całą drogę Damon zasypywał mnie dowcipami o słynnych ludziach i gwiazdach. Właśnie przechodziliśmy przez ulicę kiedy głosem Kaczora Donalda (który w jego ocenie brzmiał jak Johnny Depp) opowiadał żart o lekarzu i rozwódce. Nagle stanęłam. Ponad nami wznosił się wyniosły budynek St. Raphael. Mój brat położył mi dłoń na ramieniu w pokrzepiającym geście. W okół mijali nas zaspani uczniowie.
- Będzie dobrze.-powiedział  Damon.
- Wiem.-odpowiedziałam i ruszyłam do środka.
 Znalezienie gabinetu dyrektora okazało się sporym wyzwaniem. Szkoła została wybudowana na terenie starego klasztoru i kościoła i była naprawdę ogromna.W końcu zapytaliśmy się jakiegoś przypadkowego ucznia i dotarliśmy tam równo z dzwonkiem obwieszczającym godzinę 8:00. Zapukaliśmy.
- Proszę!- odpowiedział ktoś niskim barytonem. Weszliśmy do obszernego wysoko sklepionego pomieszczenia. Tak jak w całej szkole tu również podłogę pokrywały wiekowe, ciemne kafle. Ściany miały czerwonawy odcień. Pod ścianami były umieszczone wysokie regały z ciemnego drewna. Pośrodku stało duże, ciężkie, rzeźbione biurko. Na krześle obitym czerwonym aksamitem siedział dość niski, gruby facecik z siwym wianuszkiem włosów na łysej główce. Ubrany był w czerwony garnitur i czarny krawat w serduszka.- Jak w zegarku! Witaj młodzieży! Zapewne Kate i Damon Rare?
- Tak proszę pana.- odpowiedział mój brat za nas oboje. Dyrektor machnął ręką.
- Och, nie zwracaj się tak do mnie młodzieńcze! Najlepiej przejdźmy na ty! Mówcie do mnie Tomphson jak każdy w tej szkole. 
- Dobrze... Tomphson.- powiedział ostrożnie Damon.
- Od razu lepiej. Usiądźcie. Napijecie się herbaty? Kawy?
- Nie, dziękujemy.- odparłam.
- No dobrze, dobrze.-mężczyzna usiadł na krześle a nam wskazał dwa czarne fotele naprzeciwko. Usiedliśmy.- No więc miło mi was powitać w naszej szkole! Mam nadzieję że będziecie godnymi reprezentantami St. Raphael przez ten czas który tu spędzicie. Jeśli wolno mi spytać... czemu wybraliście tę szkołę na ten ostatni rok?-słowa wypływały z jego ust jak z karabinu. Spojrzałam na brata porozumiewawczo. Lekko wzruszył ramionami. Tak naprawdę powodów było mnóstwo. Skończyliśmy 18 lat i dostaliśmy mieszkanie. W poprzedniej szkole nas nienawidzili. Londyn jakoś nas przyciągał. No i ... to była ostatnia wola naszych rodziców.
- No cóż Tomphsonie...- postanowiłam zmyślać.- ta szkoła jest jedną z najlepszych w Londynie, jeśli nie w kraju. Tutaj uczniowie mogą rozwijać swoje pasje i zainteresowania.. To niezwykłe miejsce, pełne dobrych uczniów i mądrych nauczycieli, przygnało nas tu aż z Plymouth. Gdy tylko usłyszeliśmy o St. Raphael zapragnęliśmy się tu uczyć. I jesteśmy niezmiernie wdzięczni za tę możliwość.-posłałam mu jeden z tych uśmiechów które Damon nazywa "zniewalającymi". Mężczyzna odpowiedział mi równie szerokim uśmiechem.
- Cóż za artystyczna dusza! Widzę że już poczułaś ducha szkoły! Dam wam wasze plany lekcji.- pochylił się w stronę szuflady. Mój brat posłał mi rozbawione spojrzenie. "mądrych nauczycieli"? Powiedział bezgłośnie. W odpowiedzi pokazałam mu język.- O, tu są!- powiedział Tomphson i podał nam dwa zwitki papieru. Natychmiast je porównaliśmy. Mieliśmy razem większość lekcji oprócz matmy (od kogo ja będę zgapiać?!), literatury (on miał wtedy sztukę), no i ja miałam raz w tygodniu taniec. Oboje mieliśmy muzykę ale inne specializacje. Podczas gdy Damon zapisał się na pianino i keybord, ja chodziłam na lekcje śpiewu i gitarę elektryczną.
- Super.-stwierdził mój brat.
- Cieszę się że wam się podoba. Lekcje zaczynacie od jutra. Poprosiłem dwójkę z moich najlepszych uczniów aby was oprowadzili.- rozległo się pukanie do drzwi.- O, to zapewne oni. Proszę!
 Do gabinetu weszły dwie osoby. Jedną z nich była dziewczyna w naszym wieku. Była trochę wyższa ode mnie, mniej więcej wzrostu Damona. Miała ciemne blond loki opadające na ramiona.W szkolnym mundurku prezentowała się bardzo ładnie. Miała średni biust. Była szczupła i miała bladą cerę. Różowe małe usta idealnie łączyły się z drobnym pokrytym prawie niewidocznymi piegami nosem. Spod gęstych rzęs spoglądały inteligentne szaroniebieskie oczy.
 Drugą osobą był zdecydowanie najprzystojniejszy chłopak jakiego w życiu widziałam. Był wzrostu Damona więc o pół głowy ode mnie wyższy. Dobrze skrojona marynarka uwydatniała doskonale wyrzeźbione ciało.Krawat był luźno związany a górny guzik rozpięty. Szczupła sylwetka chłopaka wydawała się być stworzona do oglądania. Twarz była równie przystojna. Czarne włosy były postawione do góry ale zdecydowanie nie na żel. Może naturalnie jak u Damona... Cienkie usta wykrzywione w łajdackim uśmiechu dodawały mu uroku. Idealnie prosty nos. No i te oczy... kiedy w nie spojrzałam miałam wrażenie że się zagłębiam. Cholerne zielone oczy.
 - No, przedstawiam wam Adama i Megan Fair. Adamie, Megan to Kate i Damon Rare.
Megan uścisnęła nam dłonie na powitanie. Adam tylko uprzejmie skinął. Nie mogła oprzeć się wrażeniu że unikał mojego wzroku... dlaczego?Nagle poczułam coś dziwnego. Czy może raczej nie poczułam.
 No dobra, czas na wyjaśnienia. Otóż ja i Damon coś w rodzaju magicznych mocy. Odkryliśmy je w wieku... sześciu lat? Tuz po wypadku. Tak czy inaczej Damon potrafi wyczuwać najskrytsze pragnienia ludzi. Marzenia  i sny na których najbardziej im zależy. A ja... ich koszmary. Masz coś czego najbardziej się boisz? jakąś rzecz która wprawia cię w niewysłowione przerażenie? Kate Rare ją odkryje! Dlatego zaczęli nas nazywać przerażającymi bliźniakami. No bo niby skąd ten chłopiec wiedział jak zniszczyć moje marzenia? A ta dziewczynka przywoływała moje najgorsze koszmary? Wystarczyło mi zawsze wniknąć do umysłu człowieka i znaleźć tą czarną chmurę... Tomphson na przykład  najbardziej bał się swojej matki. Zwykle jedyną osobą której nie umiałam "odczytać" był Damon (z wzajemnością). Ale gdy spróbowałam odczytać rodzeństwo Fair.. nic nie poczułam. Zerknęłam nerwowo na Damona, ale on też miał minę jakby czegoś nie rozumiał. Uśmiechnęłam się z przymusem.
- Możecie mi mówić Kat.
- Fajne przezwisko. Kat jak kot?- zapytała Megan wywołując na mojej twarzy prawdziwy uśmiech.
- Nie. Skrót od mojego imienia.
- Do mnie wszyscy mówią Meg. A Adam nie ma skrótu- wyszczerzyła się. Mimo sytuacji z naszymi mocami natychmiast poczułam do niej sympatię.
- Damon, też nie. Jak byliśmy mali nazywałam go Mon ale nienawidził tego przezwiska.- chłopak zrobił się purpurowy na twarzy. Dopiero teraz zobaczyłam że prawie ślini się na widok Megan. Ktoś tu już się zabujał. 
- Może zamiast gadać zaczniemy zwiedzać?-zapytał Adam męskim, lekko zachrypniętym głosem.
- Jak na razie tylko ja i Kat gadamy braciszku. I jesteś niekulturalny. Niestety masz rację, pora zacząć zwiedzanie!

***

 Kiedy wyszliśmy z gabinetu dyrektora zapytałam Kat o plan lekcji jej i Damona. Okazało się że chodzę z nią na wiele lekcji w tym taniec i literaturę. Z Damonem chodziłam na pianino i sztukę. Uśmiechnęłam się do niego.
- Pani Price jest naprawdę świetna. Może dobierzemy się w parę do projektów?- zapytałam. Chłopak uśmiechnął się słabo w odpowiedzi. Chyba mnie nie polubił... szkoda. Nie ukrywam że zrobił na mnie duże wrażenie. Wysoki, umięśniony, brunet z brązowymi oczami... ciacho.- A ty Kat masz z Adamem gitarę, matmę, biologię i.. o! Śpiewasz?- dziewczyna zarumieniła się.
- Trochę.-odpowiedziała.
- No to Adam z pewnością sprawdzi twoje umiejętności.- Spojrzałam na tę dwójkę. Stanowiliby naprawdę dobraną parę... On z tą swoją miną w stylu jestem-sexownym-łajdakiem-i-o-tym-wiem i ona z miną ach-tak-mało-mnie-to-obchodzi. 
- Uczyłaś się już kiedyś śpiewać?- zapytał mój przybrany brat.
- Nie.- odpowiedziała patrząc mu prosto w oczy jakby rzucała mu wyzwanie.
- I uważasz że się nadajesz?- zapytał Adam leniwie unosząc brew.
- Tak, uważam że jestem całkiem niezła. 
- Zobaczymy.-uśmiechnął się przebiegle a dziewczyna westchnęła z irytacją.
- To może... idźmy już zwiedzać.- mruknął Damon podchodząc do siostry i  odciągając ją lekko od Adama.
- Dobry pomysł.-odpowiedziałam i ruszyliśmy na zwiedzanie. Pokazałam im stołówkę, klasy, bibliotekę (Kat nie chciała wychodzić), oddział instrumentalny, oddział sztuki, salę gimnastyczną, pokój nauczycielski szatnię i boiska. Przez większość drogi Kat albo droczyła się z Adamem albo rozmawiała ze mną. Podobnie Damon. Dowiedziałam się że stracili rodziców w wieku 5 lat i wychowywali się w domu dziecka. To by się zgadzało... To na pewno jest, czy raczej są Wybrańcy. Czwarty strażnik w dwóch osobach. My również opowiedzieliśmy im nieco o sobie. Że też nie mamy biologicznych rodzin i że pewna para przygarnęła nas i naszego brata Nicolasa.
- To bardzo szlachetne.- stwierdził Damon Nie mogłam się z nim nie zgodzić.
  Zanim się obejrzałam była już 16 i musieliśmy wracać do domu.
- Do zobczenia! Będziemy czekać jutro przy sali od geografii. Mamy lekcję razem.-powiedziałam i ruszyłam z Adamem do domu. Chłopak pomachał im na do widzenia.
- Jutro im powiemy.
- Tak... jutro.-powiedział.

środa, 6 maja 2015

Rozdział I

Stałam w małym mieszkaniu zawalonym pudłami i zastanawiałam się kiedy mój niekompetentny brat wróci z zakupów. Oczywiście wiedziałam, że były one tylko wymówką od rozpakowywania naszych "nowych" rzeczy w naszym "nowym" domu. (W rzeczywistości wszystko dostaliśmy z pomocy społecznej.)
Westchnęłam ciężko i zabrałam się za zdejmowanie folii z czarnej skórzanej kanapy. To była jedna z trzech rzeczy kupionych ze spadku po rodzicach. Nie pamiętałam ich zbyt dobrze. Oboje umarli w wypadku samochodowym gdy ja i Damon mieliśmy po pięć lat, zostawiając po sobie drobną sumę pieniędzy  i żadnych krewnych nie licząc dwójki małych dzieci.
Jakimś cudem, ja i mój brat przeżyliśmy wypadek prawie bez szwanku. Jedynym śladem jaki mi pozostał jest mała blizna w kształcie krzyża na karku.
- Już jestem!- usłyszałam wrzask mojego brata. Chwilą później wszedł do pokoju.- Siema siostrzyczko!
Mój brat bliźniak, podobnie jak ja jest dość wysoki. Oboje mamy ciemne włosy (chociaż ja mam ciemniejsze!) i śniadą cerę. Jedyną (ale bardzo istotną) różnicą były oczy. Podczas gdy jego były w kolorze drewna, moje przypominały kawę bez mleka. No... dopóki ktoś mnie mocno nie wkurzy, lub odczuję jakąś inną "ciężką" emocje. Wtedy moje oczy robią się całkowicie czarne.
- O! Raczyłeś ruszyć swój tyłek i pomóc mi rozpakowywać rzeczy? Cudownie! Szkoda że zostały już tylko dwa pudła!!!- nawet nie starałam się być miła. Było mi gorąco i byłam cała spocona. Niesforne kosmyki włosów, które wydostały się z koka, teraz lepiły mi się do karku.
- Wyluzuj Kat! Zaraz je rozpakuje. A tymczasem mam niespodziankę...-zwiesił głos i uśmiechnął się tajemniczo.
-Jaką? Wiesz że ich nienawidzę!-obrzuciłam go podejrzliwym spojrzeniem. Chłopak wyszczerzył zęby w uśmiechu i rzucił mi jakiś przedmiot. Odruchowo go złapałam. To był kubełek lodów. Sorbet malinowy. Mój ulubiony.
- Wiedziałem, że będziesz się wkurzać więc musiałem cię jakoś udobruchać.-powiedział i podał mi łyżeczkę.

***

Godzinę później siedzieliśmy z Kat na kanapie i zajadaliśmy się lodami. Opowiadała mi o szkole do której będziemy chodzić.
- Jutro o 8 mamy stawić się przed gabinetem dyrektora. Podobno stara się być... cool. Da nam plany lekcji i oprowadzi po szkole. Masakra.
- Skąd to wszystko wiesz?-zapytałem zdziwiony. Dopiero wczoraj wieczorem wprowadziliśmy się do tego domu.
- Bo ja nie spałam w samochodzie tylko słuchałam pani Blake.-powiedziała uśmiechając się lekko na nazwisko naszej starej opiekunki. To ona zaopiekowała się nami kiedy nasi rodzice zginęli a my trafiliśmy do domu dziecka gdzie była praktykantką. Była dla nas trochę jak matka. To ona zajęła się pogrzebem i spadkiem.
- Aha... jak właściwie nazywa się ta szkoła?-zapytałem, nagle zdając sobie sprawę że nawet tego nie wiem.
- St. Raphael.-powiedziała moja siostra i sięgnęła po laptopa. Zarówno jej jak i  mój komputer (oraz kanapa) były kupione ze spadku po rodzicach.
- Są zdjęcia.-powiedziała Kat. Zajrzałem jej przez ramię. Na ekranie komputera wyświetlony był obraz szkoły... a przynajmniej tak brzmiał podpis pod zdjęciem. Mi przypominała ona bardziej kościół. Chociaż co ja tam wiem... w kościele byłem tylko raz, kiedy pani Blake zaprosiła nas do swojego domu rodzinnego na cały weekend. A jednak. Wysokie wieżyczka i mosiężny gmach przywodziły mi na myśl księży i zokonnice.
- Wygląda jak kościół- Kate wypowiedziała na głos moje myśli.- Chyba nawet widzę krzyż na szczycie tej wieży.
- No... Napisali coś o niej?- w odpowiedzi usłyszałem parę kliknięć myszką.
- Podobno została wybudowana w starym kościele! To wiele wyjaśnia...- dziewczyna ziewnęła. Spojrzałem na zegarek. 00:42.
- Pora spać młoda. Jutro musimy wcześnie wstać a oboje wiemy jak ciężko cię dobudzić- wstałem z kanapy (pełniącej funkcję łóżka Kat) i mrugnąłem do niej.
- Jestem młodsza tylko o minutę!- zaprotestowała, ale bez przekonania. podeszła do szafy ustawionej w rogu pokoju i wyjęła piżamę. Skierowała się w stronę łazienki. Po prawie pół godziny wyszła, wzięła koc i poduszkę, i położyła się na kanapie. Teraz ja poszedłem do łazienki. Kiedy po piętnastu minutach z niej wyszedłem, Kat już prawie spała. Podszedłem do niej i pocałowałem w czoło.
- Dobranoc siostrzyczko. Niech ci się przyśni książę na białym koniu-zachichotałem.
- A tobie księżniczka skacząca z wieży. Branoc.- burknęła sennie i odwróciła się na drugą stronę.

***

Patrzyłem w okno rodzeństwa Rare jeszcze długo po tym jak światła już zgasły. To już jutro. Jutro przyjdą do St. Raphael. Jutro poznają mnie i Meg. Jutro ich życie się zmieni.
- Nadal tu sterczysz?-usłyszałem dobrze znany mi głos.
- Tak Nick. Nadal.- Wysoki blondyn stanął obok mnie i podążył za moim spojrzeniem.
- I co? Jacy są?
- Bliźniaki. Dziewczyna i chłopak. Ona ma na imię Kate a on Damon. Są dosyć zgrani. Ona lubi sorbety.-chłopak spojrzał na mnie z ciekawością.
- Nie o to pytałem. Chodziło mi o charaktery.- zamyśliłem się chwilę.
-On jest dosyć inteligentny, ona zresztą też. Damon.... chyba lubi spokój. Ale Kate jest dosyć wybuchowa. Strasznie podatna na odczuwanie emocji.
- Spodobała ci się braciszku?- zapytał z perfidnym uśmieszkiem. Odwróciłem się w jego stronę.
- Nie wiem. Może. Ale to nie twój interes.
- Och, doprawdy?
- Tak. A teraz wracajmy. Vicky pewnie się martwi.

czwartek, 5 marca 2015

Prolog

Deszcz bębnił w szyby gabinetu. Pani Fair lubiła deszcz. Zawsze gdy na niebie pojawiały się ciemne chmury zakładała kalosze i razem z Megan wychodziły pobiegać.
Teraz jednak kobieta była zajęta. Siedziała przy wielkim mahoniowym biurku i co chwilę wstukiwała coś do małego urządzenia leżącego przed nią, lub notowała w czarnym zeszycie.
- Nie... nadal coś nie tak!-mruknęła gdy urządzenie piknęło. Zamaszystym gestem wykreśliła coś z notatnika.
- Ech... ostatnia kombinacja. Musi się udać!- szepnęła. Wpisała do urządzenia ciąg cyfr i liter i nacisnęła duży zielony przycisk. Zacisnęła kciuki. Wpatrując się w pasek postępu stopniowo traciła i odzyskiwała nadzieję. Nagle zapaliła się zielona lampka a na ekranie pojawiły się słowa.
Londyn.
Black Street 18.
Rare.
Dwójka.
- Tak! Jest, udało się!- krzyknęła kobieta. Złapała urządzenie i wybiegła z gabinetu. Biegnąc po schodach do sali treningowej uświadomiła sobie, że coś jest nie tak. Dwójka? Przecież Wybrańców jest zawsze czterech. A oni mają już trójkę. Może Marcus jej to wytłumaczy... 
Wpadła do sali treningowej akurat momencie gdy Nicolas lądował na macie. Nad nim stał szeroko uśmiechnięty Adam. Podniósł wzrok i zauważył ją.
- Hej Vicky. Co tu robisz? Zawołać Marcusa?
- Cześć synu. -uśmiechnęła się lekko.- Zawołaj, mam dobre wieści.
Adam pobiegł na podwyższenie na środku sali gdzie Megan i Marcus trenowali boks.
Chwilę później cała czwórka stała przed nią.
- To musi być coś ważnego kochanie. Zwykle nie lubisz tu przychodzić.- stwierdził Marcus.
- Znaleźliśmy ich. Dwójka.- powiedziała. Adam, Megan, Nicolas i Marcus szeroko otworzyli oczy.
- Jak to dwójka?-zapytał ten ostatni.
- A skąd mam to wiedzieć? Liczyłam, że ty mi to wytłumaczysz.
- Ale gdzie...
- I to właśnie najciekawsze. Są tu. W Londynie.

środa, 4 marca 2015

Bohaterowie

 
Kate Rare (18 l.)
Wysoka brunetka z czarnymi oczami. Gwałtowna i nieposkromiona
(tak przynajmniej twierdzi jej brat). Łatwo ją zdenerwować. Nienawidzi gdy ktoś zwraca uwagę na jej 
"zbyt kobiece" kształty. Lubi czytać, tańczyć i śpiewać.

 
 Damon Rare (18 l.)
Wysoki brunet z brązowymi oczami. Irytujący i wredny.
Ciężko wytrącić go z równowagi. Nienawidzi jednak 
gdy porównuje się go z jego (młodszą o minutę) siostrą bliźniaczką.
Interesuje się muzyką i malarstwem.


 
Megan Fair (18 l.)
Wysoka blondynka o szarych oczach. Miła i uczynna.
Znajduje radość w najmniejszych sprawach. Nienawidzi
popsutych niespodzianek. Lubi tańczyć, 
czytać i malować.
 
Adam Fair (18 l.)
Wysoki czarnowłosy chłopak z zielonymi oczami.
Arogancki i pewny siebie. Nie potrafi denerwować się
na przyszywaną siostrę. Nienawidzi "plastików".
Interesuje się muzyką i książkami.
  
  
Nicolas Fair (20 l.)
Wysoki blondyn z brązowymi oczami. Pewny siebie i
miły. Najstarszy ze swego przyszywanego rodzeństwa.
Nienawidzi gdy ktoś się z nim nie zgadza. Interesuje
się baseball'em i grą na pianinie.