środa, 6 maja 2015

Rozdział I

Stałam w małym mieszkaniu zawalonym pudłami i zastanawiałam się kiedy mój niekompetentny brat wróci z zakupów. Oczywiście wiedziałam, że były one tylko wymówką od rozpakowywania naszych "nowych" rzeczy w naszym "nowym" domu. (W rzeczywistości wszystko dostaliśmy z pomocy społecznej.)
Westchnęłam ciężko i zabrałam się za zdejmowanie folii z czarnej skórzanej kanapy. To była jedna z trzech rzeczy kupionych ze spadku po rodzicach. Nie pamiętałam ich zbyt dobrze. Oboje umarli w wypadku samochodowym gdy ja i Damon mieliśmy po pięć lat, zostawiając po sobie drobną sumę pieniędzy  i żadnych krewnych nie licząc dwójki małych dzieci.
Jakimś cudem, ja i mój brat przeżyliśmy wypadek prawie bez szwanku. Jedynym śladem jaki mi pozostał jest mała blizna w kształcie krzyża na karku.
- Już jestem!- usłyszałam wrzask mojego brata. Chwilą później wszedł do pokoju.- Siema siostrzyczko!
Mój brat bliźniak, podobnie jak ja jest dość wysoki. Oboje mamy ciemne włosy (chociaż ja mam ciemniejsze!) i śniadą cerę. Jedyną (ale bardzo istotną) różnicą były oczy. Podczas gdy jego były w kolorze drewna, moje przypominały kawę bez mleka. No... dopóki ktoś mnie mocno nie wkurzy, lub odczuję jakąś inną "ciężką" emocje. Wtedy moje oczy robią się całkowicie czarne.
- O! Raczyłeś ruszyć swój tyłek i pomóc mi rozpakowywać rzeczy? Cudownie! Szkoda że zostały już tylko dwa pudła!!!- nawet nie starałam się być miła. Było mi gorąco i byłam cała spocona. Niesforne kosmyki włosów, które wydostały się z koka, teraz lepiły mi się do karku.
- Wyluzuj Kat! Zaraz je rozpakuje. A tymczasem mam niespodziankę...-zwiesił głos i uśmiechnął się tajemniczo.
-Jaką? Wiesz że ich nienawidzę!-obrzuciłam go podejrzliwym spojrzeniem. Chłopak wyszczerzył zęby w uśmiechu i rzucił mi jakiś przedmiot. Odruchowo go złapałam. To był kubełek lodów. Sorbet malinowy. Mój ulubiony.
- Wiedziałem, że będziesz się wkurzać więc musiałem cię jakoś udobruchać.-powiedział i podał mi łyżeczkę.

***

Godzinę później siedzieliśmy z Kat na kanapie i zajadaliśmy się lodami. Opowiadała mi o szkole do której będziemy chodzić.
- Jutro o 8 mamy stawić się przed gabinetem dyrektora. Podobno stara się być... cool. Da nam plany lekcji i oprowadzi po szkole. Masakra.
- Skąd to wszystko wiesz?-zapytałem zdziwiony. Dopiero wczoraj wieczorem wprowadziliśmy się do tego domu.
- Bo ja nie spałam w samochodzie tylko słuchałam pani Blake.-powiedziała uśmiechając się lekko na nazwisko naszej starej opiekunki. To ona zaopiekowała się nami kiedy nasi rodzice zginęli a my trafiliśmy do domu dziecka gdzie była praktykantką. Była dla nas trochę jak matka. To ona zajęła się pogrzebem i spadkiem.
- Aha... jak właściwie nazywa się ta szkoła?-zapytałem, nagle zdając sobie sprawę że nawet tego nie wiem.
- St. Raphael.-powiedziała moja siostra i sięgnęła po laptopa. Zarówno jej jak i  mój komputer (oraz kanapa) były kupione ze spadku po rodzicach.
- Są zdjęcia.-powiedziała Kat. Zajrzałem jej przez ramię. Na ekranie komputera wyświetlony był obraz szkoły... a przynajmniej tak brzmiał podpis pod zdjęciem. Mi przypominała ona bardziej kościół. Chociaż co ja tam wiem... w kościele byłem tylko raz, kiedy pani Blake zaprosiła nas do swojego domu rodzinnego na cały weekend. A jednak. Wysokie wieżyczka i mosiężny gmach przywodziły mi na myśl księży i zokonnice.
- Wygląda jak kościół- Kate wypowiedziała na głos moje myśli.- Chyba nawet widzę krzyż na szczycie tej wieży.
- No... Napisali coś o niej?- w odpowiedzi usłyszałem parę kliknięć myszką.
- Podobno została wybudowana w starym kościele! To wiele wyjaśnia...- dziewczyna ziewnęła. Spojrzałem na zegarek. 00:42.
- Pora spać młoda. Jutro musimy wcześnie wstać a oboje wiemy jak ciężko cię dobudzić- wstałem z kanapy (pełniącej funkcję łóżka Kat) i mrugnąłem do niej.
- Jestem młodsza tylko o minutę!- zaprotestowała, ale bez przekonania. podeszła do szafy ustawionej w rogu pokoju i wyjęła piżamę. Skierowała się w stronę łazienki. Po prawie pół godziny wyszła, wzięła koc i poduszkę, i położyła się na kanapie. Teraz ja poszedłem do łazienki. Kiedy po piętnastu minutach z niej wyszedłem, Kat już prawie spała. Podszedłem do niej i pocałowałem w czoło.
- Dobranoc siostrzyczko. Niech ci się przyśni książę na białym koniu-zachichotałem.
- A tobie księżniczka skacząca z wieży. Branoc.- burknęła sennie i odwróciła się na drugą stronę.

***

Patrzyłem w okno rodzeństwa Rare jeszcze długo po tym jak światła już zgasły. To już jutro. Jutro przyjdą do St. Raphael. Jutro poznają mnie i Meg. Jutro ich życie się zmieni.
- Nadal tu sterczysz?-usłyszałem dobrze znany mi głos.
- Tak Nick. Nadal.- Wysoki blondyn stanął obok mnie i podążył za moim spojrzeniem.
- I co? Jacy są?
- Bliźniaki. Dziewczyna i chłopak. Ona ma na imię Kate a on Damon. Są dosyć zgrani. Ona lubi sorbety.-chłopak spojrzał na mnie z ciekawością.
- Nie o to pytałem. Chodziło mi o charaktery.- zamyśliłem się chwilę.
-On jest dosyć inteligentny, ona zresztą też. Damon.... chyba lubi spokój. Ale Kate jest dosyć wybuchowa. Strasznie podatna na odczuwanie emocji.
- Spodobała ci się braciszku?- zapytał z perfidnym uśmieszkiem. Odwróciłem się w jego stronę.
- Nie wiem. Może. Ale to nie twój interes.
- Och, doprawdy?
- Tak. A teraz wracajmy. Vicky pewnie się martwi.