Teraz jednak kobieta była zajęta. Siedziała przy wielkim mahoniowym biurku i co chwilę wstukiwała coś do małego urządzenia leżącego przed nią, lub notowała w czarnym zeszycie.
- Nie... nadal coś nie tak!-mruknęła gdy urządzenie piknęło. Zamaszystym gestem wykreśliła coś z notatnika.
- Ech... ostatnia kombinacja. Musi się udać!- szepnęła. Wpisała do urządzenia ciąg cyfr i liter i nacisnęła duży zielony przycisk. Zacisnęła kciuki. Wpatrując się w pasek postępu stopniowo traciła i odzyskiwała nadzieję. Nagle zapaliła się zielona lampka a na ekranie pojawiły się słowa.
Londyn.
Black Street 18.
Rare.
Dwójka.
- Tak! Jest, udało się!- krzyknęła kobieta. Złapała urządzenie i wybiegła z gabinetu. Biegnąc po schodach do sali treningowej uświadomiła sobie, że coś jest nie tak. Dwójka? Przecież Wybrańców jest zawsze czterech. A oni mają już trójkę. Może Marcus jej to wytłumaczy...
Wpadła do sali treningowej akurat momencie gdy Nicolas lądował na macie. Nad nim stał szeroko uśmiechnięty Adam. Podniósł wzrok i zauważył ją.
- Hej Vicky. Co tu robisz? Zawołać Marcusa?
- Cześć synu. -uśmiechnęła się lekko.- Zawołaj, mam dobre wieści.
Adam pobiegł na podwyższenie na środku sali gdzie Megan i Marcus trenowali boks.
Chwilę później cała czwórka stała przed nią.
- To musi być coś ważnego kochanie. Zwykle nie lubisz tu przychodzić.- stwierdził Marcus.
- Znaleźliśmy ich. Dwójka.- powiedziała. Adam, Megan, Nicolas i Marcus szeroko otworzyli oczy.
- Jak to dwójka?-zapytał ten ostatni.
- A skąd mam to wiedzieć? Liczyłam, że ty mi to wytłumaczysz.
- Ale gdzie...
- I to właśnie najciekawsze. Są tu. W Londynie.